LOADING

Type to search

Bejsbolówka, okulary przeciwsłoneczne i grappa – Jan Paweł II jakiego nie znasz

zafor hasan 9 kwietnia 2014
Share

Lino Zani wychował się w Alpach, u stóp Adamello. Pierwszy raz poczuł na swojej czteroletniej skórze góry, gdy tata zabrał go na wspinaczkę w nowych, przyciasnych traperkach. Jako niesforny nastolatek spędzał sen z powiek turystom przebywającym w pensjonacie jego rodziców – wysadzając w ogródku dla zabawy 70 kilogramowe pociski z I wojny światowej. Późniejszy pasjonat wyścigów psich zaprzęgów i zapalony instruktor narciarstwa. Przy akompaniamencie nauczycielskich zdolności, czarującej blondwłosej czupryny oraz flirciarskiej charyzmy – skrzętnie i bezczelnie wykorzystywał słabość ustawiających się do niego w kolejce uczennic.  Po nieszczęśliwym epizodzie miłosnym z włoską modelką, która czmychnęła do starszego faceta – ukojenia szukał zdobywając kolejne siedmiotysięczniki. Aż pewnego niepozornego dnia, do drzwi jego schroniska zapukało czterech polskich księży, a po wieczorze pełnym grappy i karcianych oszustw, dostał propozycję ugoszczenia w wakacje samego papieża. Tu zaczyna się jego niezwykła, mistyczna przyjaźń z człowiekiem i świętym.

Lino nie jest specjalnym gadułą. Po męsku – oszczędnie, konkretnie i bez zbędnej tkliwości dzieli się migawkami z ponad dwóch dekad obcowania z fenomenem Jana Pawła II. Od pierwszego nonszalanckiego zdania papieża na powitanie: „Dzisiaj idziemy na narty”, po wymowny, niemy dialog w Grotach Watykańskich. Opowiada o sensacyjnej relacji głowy Kościoła rzymskokatolickiego z bawidamkiem, który wdał się w romans z mężatką, rozważał aborcję i co roku przywoził do Watykanu nową partnerkę.

 

Po raz pierwszy, rozochocony niedaleką kanonizacją Wojtyły, Zani mówi głośno o charyzmatach świętości papieża, których był świadkiem – o proroctwach oraz darze jasnowidzenia związanego ze śmiercią chorych osób. Wreszcie nie boi się też podsunąć interpretację Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, która czekała na ujawnienie prawie sześćdziesiąt lat.

 

Korzystając z okazji, w swojej książce Zani zabiera nas na spotkanie z kilkoma ciekawymi znajomymi. Przedstawia nam Camillo Cibin’a – ochroniarza, który strzegł bezpieczeństwa sześciu papieży. Twardziela o mrukowatym uśmiechu i pozorowanej oziębłości, tego samego który zatrzymał Aliego Agce, a rok później w Fatimie obezwładnił mężczyznę usiłującego zaatakować nożem Ojca Świętego. Poznajemy Alessandro Petrini – zadziornego, ironicznego i marudnego prezydenta Włoch, bliskiego kumpla papieża. W Adamello – w asyście ochroniarzy wystrojonych w garnitury i półbuty, spacerował po lodowcu, narzekając na nierówności terenu. W czasie posiłku upominającemu go lekarzowi zakazywał zaglądać w swój talerz i przesądnie nie wsiadał do samolotu siedemnastego dnia miesiąca.

 

„Był człowiekiem, był świętym” to też wielki turystyczny plecak pełen ciekawostek – perełek, które mimochodem przemyca dla nas autor. Co lubił przekąsić papież w trakcie szusowania? Jaki związek z Adamello miał ojciec Karola Wojtyły? Za co Ojciec Święty wściekał się na swoich ochroniarzy? Dlaczego nazywano Go konikiem polnym? Jakie ciasto piekła dla Jana Pawła II Carla Zani o czwartej nad ranem? Który afrykański prezydent musiał czekać, gdy w Watykanie gościła rodzina Lino? Za co Dziwisz ganił przy śniadaniu papieża?

 

Zani w swojej narracji ma luz, dystans i brak nadęcia. Nie jest pisarzem i nie próbuje go udawać, po prostu dorósł do tego, by puścić w obieg to, co sam otrzymał. Nie ma parcia, żeby do czegokolwiek przekonywać, lub cokolwiek udowadniać. Jego relacja jest chaotyczna, żartobliwa i intymna, przez co jeszcze bardziej rzeczywista, namacalna, intrygująca. Kiedy uwiedziona wrażeniami z lektury jestem już lekko rozżalona i niemal zazdrosna, że to nie w moim domu papież siadywał na piecu obok wiszących garnków czekając na kolację, Lino wzrusza ramionami pięknie zamykając w zdaniu nie tylko swoją książkę, ale też tamten pontyfikat i zbliżającą się kanonizację – „Jesteś tego częścią. Wierzysz? Nie wierzysz? Nieważne”.

Leave a Reply