Autostopem dotarłam… do serca

Autostopem dotarłam… do serca

Wywiad z Agnieszką Huf – psychologiem dziecięcym, uczestniczką rekolekcji autostopowych „Piękne stopy

 

Dlaczego autostop?

– O podróży autostopem marzyłam odkąd pamiętam. Choć nie jestem typem podróżnika i nie mam zamiłowania do zwiedzania różnych miejsc, to jednak jest to bliska mi forma spędzania czasu. Pozwala mi na spotkania z ciekawymi ludźmi, doświadczenia czegoś nieoczekiwanego. Wcześniej nie znałam nikogo kto również miałby ochotę wybrać się w taką podróż.

W jaki sposób trafiłaś na rekolekcje wspólnoty „Pięknych stóp” i co odróżnia je od tych, w których dotychczas uczestniczyłaś?

– Pewnego dnia, kiedy w pracy nie miałam zbyt wielu zajęć, przeglądając internet trafiłam na blog dominikanina, o. Krzysztofa Pałysa. Zafascynowało mnie jego spojrzenie na świat, podejście do autostopu jako środka lokomocji oraz formy rekolekcji. Ojciec Krzysztof jest opiekunem duchowym całego przedsięwzięcia oraz jednym z organizatorów, sam przejechał autostopem ponad 40 000 km.
Inicjatywa zorganizowania tych rekolekcji była oddolna. Zgłosiło się do dominikanina kilku pasjonatów tej formy podróżowania i stwierdziło „robimy rekolekcje”. Dużo o tym czytałam i coraz bardziej byłam przekonana, że chciałabym spróbować. Ta myśl chodziła za mną przez kilka miesięcy aż któregoś dnia przyjaciółka zapytała mnie: „co stoi na przeszkodzie żebyś pojechała?”. Szukałam w myślach jakiejś konkretnej przyczyny ale okazało się że jej nie ma. I tak w 2013 znalazłam się w Łodzi na rekolekcjach autostopowych.

Po podjęciu decyzji, że ruszasz autostopem na rekolekcje miałaś obawy, wątpliwości dotyczące tego czasu?

– Ogromne! Natomiast przed samym wyruszeniem nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jakoś cały czas nie dowierzałam że do tego dojdzie. Moment kryzysowy miałam w zasadzie na chwilę przed wyruszeniem w trasę. Pierwsze trzy dni rekolekcji odbywają się u dominikanów. Składają się z części rekolekcyjnej prowadzonej przez ks. Krzysztofa oraz z warsztatów na temat podróżowania, na których uczymy się technicznych aspektów jazdy autostopem, których wbrew pozorom jest bardzo dużo. Następnie tworzymy zespoły, w których chcemy podróżować, ustalamy nasze priorytety, między innymi to dokąd chcemy dotrzeć i w poniedziałek po mszy z namaszczeniem na drogę, ruszamy.. Słyszymy na pożegnanie krótkie „do zobaczenia w sobotę”. Pamiętam, że w poniedziałek po tej właśnie mszy ogarnęła mnie „dzika” panika, co ja w ogóle robię? Gdzie ja mam teraz jechać? Bez pieniędzy, z obcymi ludźmi…
Na szczęście strach minął jak tylko stanęłam przy drodze i zaczęłam łapać stopa. „Będzie dobrze” –  pomyślałam.

Najbardziej jaskrawe wspomnienie z tego czasu?

– Jest ich bardzo dużo. Ale opowiem może o ludzkiej życzliwości, która często mnie zaskakiwała. Na przykład mężczyzna nadłożył 200 km drogi bo chciał nas wysadzić w dobrym miejscu. Albo osoby, które czasem zabrały nas na stopa a potem jeszcze oferowały nocleg. Przede wszystkim zaś doświadczenie Bożej Opatrzności na zasadzie ślepego zaufania… bo w końcu bez pieniędzy, namiotów, jedzenia…

Pojawiały się momenty zwątpienia, poddania się?

– Podczas tej pierwszej wyprawy, za zgodą grupy, miałam ukryte na dnie plecaka 20 zł, gdyby brakło nam jedzenia… takie na czarną godzinę. Pamiętam, że była to środa, trzeci dzień naszej podróży, byliśmy w Ełku, godzina 15 a my w upale bez jedzenia i picia. Staliśmy w centrum miasta, w miejscu gdzie samochód z trudem się zatrzyma. W poczuciu rezygnacji zaczęłam myśleć że skoro mam te pieniądze to może kupimy jakiś chleb… jednak postanowiłam najpierw pomodlić się koronkę do Bożego Miłosierdzia. Moi towarzysze wówczas powiedzieli: Karolina- chciałabym żeby zatrzymał się ktoś kto powie, że jedzie nad morze, Andrzej dodał – ale takim dużym klimatyzowanym autem. Ja nie wtrąciłam się do rozmowy ale pomyślałam, że ja bym tylko chciała, żeby nas ktoś podrzucił 10 km dalej, skąd łatwiej będzie nam złapać stopa. Nagle… podjechał duży samochód, drzwi się otworzyły, buchnęło chłodem. Pytam „czy jedzie pan w kierunku Olsztyna?”, „tak, wchodźcie”. W czasie drogi okazało się że ten mężczyzna jedzie do Gdańska. Wszystkie marzenia się spełniły a mnie dodatkowo wzruszyła moja ulubiona piosenka, którą akurat sączyła się z radia. Miałam poczucie, że Pan Bóg jasno pokazuje mi jak bardzo się o mnie troszczy. Stwierdziłam, że całkowicie pozbywam się tych pieniędzy, które mam i „jadę” na pełnym zaufaniu. Ale to nie koniec. W samym Gdańsku spotkałam na ulicy koleżankę, z którą kiedyś byłam na rekolekcjach. Rozpoznała mnie i jak usłyszała naszą historię to kupiła nam coś do jedzenia i bilety autobusowe, żebyśmy mogli się wydostać z Gdańska następnego dnia. Z największego kryzysu Pan Bóg wyprowadził najpiękniejsze doświadczenia.

Najważniejsze doświadczenia duchowe?

– Kiedy ruszaliśmy, ojciec Krzysztof powiedział „Kościół Was posyła”. Przez całą podróż miałam wrażenie, że to wypowiedziane przez niego zdanie w Łodzi, trafiło do wszystkich spotkanych przez nas ludzi w czasie podróży. Całą drogę spotykaliśmy ludzi Kościoła, spaliśmy na plebaniach, w klasztorach, doświadczyliśmy przez innych ogromu dobra, życzliwości i troski. Dokładnie pamiętam jak jeden z księży proboszczów budującego się kościoła przyniósł nam na kolacje wszystko co miał w lodówce… albo franciszkanie, którzy gdy dowiedzieli się że nie mamy gdzie spać to podarowali nam na tę noc mieszkanie w centrum Wiednia i powiedzieli, że klucze mamy wrzucić do skrzynki na listy jak rano będziemy ruszali w dalszą drogę. Albo jeden z księży do którego poszliśmy po błogosławieństwo, zapytał czy potrafimy zrobić jajecznicę… jego gosposia wyjechała a on ma wszystkie produkty ale nie potrafi zrobić dobrej jajecznicy. Zjedliśmy wspólne śniadanie, ksiądz odwiózł nas na „wylotówkę” a przed tym spakował nam pokaźny worek słodyczy na drogę. Doświadczenie, że Kościół jest moim domem, Matką (Ecclesia Mater), która troszczy się o swoje dzieci jest niesamowite. Poznałam ludzi, którzy wiedzą dlaczego są w Kościele. Kościół ludzi dobrych.

Czy doświadczenie takich rekolekcji zaspokoiło twoją ciekawość takiego podróżowania?

– Bardzo lubię autostop, choć rzadko tak podróżuję na co dzień. Ryzykowne jest docieranie z punktu A do B na określoną godzinę. Na pewno nie zdecydowałabym się teraz na podróżowanie bez pieniędzy bo byłoby to w moim odczuciu formą testowania Pana Boga. Doświadczyłam już tego, wiem, że on się zatroszczy, ale też wiem, że On daje mi pracę i możliwość samodzielnego utrzymywania się. Jednak miłość do autostopu pozostała.

Po tych doświadczeniach, co powiedziałabyś osobom sceptycznie nastawionym do tego typu formy podróżowania?

– Ojciec Krzysztof powtarza, że „autostop jest niebezpieczny ponieważ uzależnia bardziej niż heroina”. Dużo zatem zależy od nastawienia. Ojciec Krzysztof mówi że „jeżeli jest droga to musi się na niej pojawić jakiś samochód. Jeżeli czekasz długo to znaczy, że czekasz na odpowiedniego kierowcę”.
Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo to są zasady które mogą je zminimalizować ale ono i tak jakieś zawsze jest. Ja na przykład, nigdy nie podróżuję sama. Wiem jak ważny jest dobry partner, z którym można wcześniej ustalić pewne znaki które ułatwią komunikację w razie zagrożenia.

Jako kierowca zabierasz czasem autostopowiczów?

– Tak, zawsze kiedy tylko pojawia się taka możliwość.

Jakie były reakcje na Twój pomysł w domu, środowisku?

– O tym że nie miałam pieniędzy rodzice dowiedzieli się jak już byłam w domu. Bali się. Jestem jedynaczką. Po powrocie dowiedziałam się mama miała cały czas rozłożoną mapę Polski i pilotowała nas na odległość. Taki nasz GPS. Niektórzy uważają że to szaleństwo, inni akceptują bez dodatkowych komentarzy a jeszcze inni pytają czy się boję? Ale ja się nie boję!

Aldona Ronczka
Napisane przez Aldona Ronczka

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz